|
Przez dobre dziesięć lat przygotowywałem się na ten moment. (Chyba mogę tak powiedzieć, skoro moja droga do kapłaństwa zaczęła się w roku Jubileuszu.) Jednak przez cały ten czas nie przyszło mi do głowy, że swoje pierwsze kazanie przyjdzie mi powiedzieć w Londynie i po angielsku...
Pierwsze spostrzeżenie po wylądowaniu, a może nawet jeszcze w samolocie było takie: "a gdzie się podziała mgła?" Jestem tu już ponad tydzień i jeszcze nie widziałem mgły. Nie wiadomo więc, czy trafiłem we właściwe miejsce. W Londynie powinna być mgła. Tubylcy zapytani o mgłę grubo się tłumaczą mówiąc, że dawno nie mieli tak suchej pogody. Kuba Rozpruwacz i Sherlock Holmes pewnie nawet nie wychodzą z domu przez ten upał (w najgorętszym czasie dnia temperatury dochodzą do 23-26 stopni Celsjusza). Zdaje się, że cały zapas londyńskiego deszczu spadł w Polsce na Podkarpaciu jakieś kilka tygodni temu...
Przechodzenie przez jezdnię jest tu bardzo skomplikowane! Nigdy nie wiem w którą stronę mam się obejrzeć, by sprawdzić, czy nic nie jedzie. W ogóle cały lewostronny ruch przyprawia mnie o ból głowy. Nie wyobrażam sobie prowadzenia tu samochodu, ani nawet roweru... z pewnością jeździłbym długo pod prąd zanim bym się nauczył lub wylądował w szpitalu.
Mieszanka kulturowa jest niesamowita. Nawet w podmiejskim Hampton Wick (gdzie mieszkamy) wychodząc na ulice już po paru krokach widzimy całą defiladę kolorów skóry, języków, strojów, narodowości. Ciekawe, że nasza wspólnota domowa jest również bardzo zróżnicowana. Dyrekorem domu jest ks. Steven, Anglik. Na co dzień przebywa tu też ks. Henryk, nasz polski współbrat, który wiele lat spędził pracując na misji na Madagaskarze. Na miejscu spotkałem tu też dwóch diakonów. Hani - Irakijczyk i Marialdo - Brazylijczyk spędzą tu całe wakacje ucząc się angielskiego i pracując. Oprócz nas - orionistów - przy wspólnym stole zasiadają również liczni świeccy, współpracownicy, osoby zaprzyjaźnione ze wspólnotą zakonną. Rozmawiając staramy się używać języka angielskiego, ale czasami rozmowa przechodzi na język włoski, który jest tu znany wielu osobom. Oglądanie rozgrywek mistrzostw świata w piłce nożnej jest bardzo interesujące, kiedy zasiadamy razem przed telewizorem. Szczególnie było to widać do odpadnięcia Anglii i Brazylii.
Do naszej kaplicy zakonnej przychodzą oczywiście katolicy. W niedziele są dwie Msze Święte. Pierwsza w języku angielskim, dla anglików i całej reszty, druga, odprawiana przez księdza Henryka po polsku, gromadzi wielu naszych rodaków; w pobliżu nie ma żadnego kościoła ze Mszą dla Polaków.
Różnice kulturowe i mentalnościowe sprawiły, że napisanie sensownego kazania, zrozumiałego dla tak różnorodnych odbiorców staje się bradzo trudne. Seminarium, żeby nie wiem jak bogatą wiedzę teoretyczną dawało na wykładach, nie daje gotowych rozwiązań w takiej sytuacji. Dużą pomocą były dla mnie rozmowy ze spotkanymi tu osobami. Różnice w sposobie myślenia, przeżywania wiary mogą być spore, a jedynym sposobem, by pokonać tą barierę jest właśnie rozmowa.
Orioniści w Londynie, oprócz duszpasterstwa, prowadzą dom opieki dla starszych osób. Sympatyczne staruszki, które są mieszkankami Domu Opieki Księdza Orione były obecne na Mszy Świętej i słuchały mojego kazania. Gdy zadałem im pytanie o moje pierwsze kazanie, powiedziały mi, że zrozumiały co mówiłem. Nie wiem natomiast, czy im się podobało. Wolałem nie pytać ;-)
W jakiś sposób znalazłem się tutaj w kluczowym momencie realizowania się mojego powołania. Wreszcie robię to, do czego czułem się posłany już tak dawno temu. Uważam, że to nie przypadek, że Ewangelia tej niedzieli mówiła właśnie o wysłaniu siedemdziesięciu dwóch uczniów przez Jezusa. Słyszałem, że Prymas Tysiąclecia miał w seminarium takie problemy ze zdrowiem, że miał być wyświęcony "dla odprawienia choćby jednej Mszy Świętej". Jego biskup rozumiał, że Msza jest czymś tak wielkim, że warto zaryzykować. Myślę, że gdyby to była dla mnie nie tylko pierwsza, ale i jedyna homilia w życiu, to i tak byłoby warto spędzić w zakonie i w WSD tyle lat, żeby móc ludziom powiedzieć w ten szczególny sposób, że Jezus ich kocha. |
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.